KLIKNIJ FOTO ABY JE POWIĘKSZYĆ
|
Baklolera, Warera, Ouiji….uwielbiam imiona postaci w Macross! I już na pewno uwielbiam ten odcinek! Mamy tu wszystko: świetna panorama postaci, z których, każdy dostaje swoje „pięć minut,” świetną historię, emocje, zagadkę, akcję, duże roboty, wątki romantyczne: to jeden z najlepszych odcinków Macross – jest w pewnym sensie wynikiem wielkiej pracy jakiej włożono w poprzednich dziewięciu odcinkach. Aż chce się po prostu wymienić ciekawe postace i co robiły w tym odcinku:
Roy Fokker: Widzimy jak przerywa kłótnię radiową między Misa a Hikaru w czasie bitwy; twierdzi iż Hikaru ma rację argumentując że uszkodzony samolot Kakizake zagraża jego życiu i w związku z tym jego oddział powinien wrócić na pokład Macross. Widzimy w tej migawce Fokker’a jako asa którego słowa ucinają wszelką dyskusję; jego decyzja jest szanowana – nawet przez Misę, która ma głębokie poczucie dumy i uporczywie chce trzymać się regulaminu. Jak przystało na mistrza i nauczyciela młodego Hikaru, Fokker poucza też Hikaru, który zamiast po prostu przedstawić swój argument, zaczął użalać się, że Misa siedzi sobie na cieplutkim i bezpiecznym pokładzie i nie ma pojęcia co to jest ryzykować życiem.
Max: Spokojny, wyważony; wydaje się, że za każdym razem, kiedy padał Regult wroga, to właśnie za sprawą Maxa, ale pewności mieć nie można, bo Max nie ma w zwyczaju krzyczeć „dostałem go!”. Nie angażuje się w emocjonalnych kłótniach, nie staje po żadnej stronie; wypełnia swoją misje i dba o bezpieczeństwo przyjaciół. Właściwie oglądając ten odcinek widzimy w młodym Maxie najlepszą przepowiednię starego Maxa – Kapitana Macross 7. Nie ma w nim większego ego, które by przesłaniało mu wykonywanie pracy, czynienie dobra i wymyślania pomysłów by wydostać siebie i kolegów z przeróżnych sytuacji problematycznych. O ile w tym serialu widzimy go też beztroskiego i romantycznego – cechy których utraci przejmując na starość ciężar odpowiedzialności za całą flotę Macross 7 – to jednak w tym akurat odcinku widzimy dlaczego na Maxa w przyszłości padnie ta odpowiedzialność: po prostu rzeczywiście geniusz z niego…bez dwóch zdań.
Kamjin: Uwielbiam to że facet siedzi sobie z lampką wina i wcale nie siorpi to wino tylko chla. Wyraźnie znudzony zabawą w kotka i myszkę, trzeba przyznać że zdradziecki Kamjin jest o niebo mądrzejszy od, chociażby, zdradzieckiego Starscreama. Porównanie nasuwa się samo; aczkolwiek relacje Megatrona ze Starscreamem w serialu G1 nie są w pełni analogiczne do relacji Breetai i Kamjin w SDFM. Niemniej, o ile Starscream zawsze przeginał sięgając po władze absolutną, Kamjin jest subtelniejszy. Breetai każe całej floty strzelać do Macrossa w celu nastraszenia ich załogi oraz zniszczenia otaczających ich meteorytów, i tym samym utrudniając im drogę. Kamjin w bardzo sprytny sposób krzyżuje nieco plany Breetai „przypadkowo” trafiając w Macross – niszcząc mu radar, zabijając całą załogę operującą radar i powodując ogólny chaos. Jest to barwna, brawurowa postać; jeden z niewielu Zendradi, który myśli samodzielnie…aczkolwiek o ile Breetai i Exadol w swoim samodzielnym myśleniu ciekawi są załogi Macrossa, to Kamjin pragnie walki i zwycięstwa.
Warera i koledzy: Nie jestem w stanie wyłapać nigdy imion wszystkich trzech z załogi statku zwiadowczego zniszczonego przez Hikaru Ichijo w poprzednim odcinku; ale ta trójka prezentuje się ciekawie i dynamicznie. Nagrania programu Miss Macross, które zrobili poległy wraz z ich statkiem, więc pozostaje im próba tłumaczenia własnymi słowami co takiego widzieli. Relacjonują Breetai i Exedolowi o tym jak to kobiety nosiły „cienką zbroję” (kostiumy kąpielowe), i jak to ogólnie oglądania transmisji MBS powodowało że trójka Zendradi poczuła ból w klatce piersiowej, wzrost temperatury i palpitacje serca. Warera jest przekonany że to broń, koledzy wątpią.
Shammy, Kimmy…i ta w okularach: Pokładowe pomocniczki, z których Shammy jest moją zdecydowaną faworytką, robią furorę nękając Hikaru Ichijo który czeka w parku na Minmey która miała przyjść na randkę. „A jest piękna?” pyta Shammy. „Owszem,” pada odpowiedź nieco zawstydzonego Hikaru. „Piękniejsza od nas?” na co Hikaru: „Eh…powiedziałbym że…taka sama.” I Shammy: „Znaczy się że musi być niezła laska!” A to, że te dziewczyny są wrodzonymi plotkarkami, to od razu robi się ciekawie gdy Minmey zamiast przybyć na randkę, dzwoni do Hikaru z informacją że niestety nie da radę bo ma lekcje śpiewu. W każdym razie, bardzo fajna jest to scena; zabawna i pełna lekkości.
Kakizake: Kakizake jest zabawnym przykładem. Od debiutu, nie było odcinka w którym by nie oberwał w bitwie; niemniej jednak prawie tak samo można powiedzieć o samym Hikaru Ichijo. Różnica polega chyba na tym, że o ile oboje mają skłonność wpadać w kłopoty, to Hikaru jakoś zawsze sam wydostawał się z nich – aczkolwiek może nie do końca…przecież Roy mu pomógł wiele razy na początku – to Kakizake kompletnie sobie nie radzi. Ile razy Hikaru musi go ratować? Wiele. W końcu Hikaru chyba poddaje się i po prostu stara się trzymać Kakizake z dala od bitwy (widać to chociażby w jego rozkaz by Kakizake został jako eskorta dla samolotu zwiadowczego gdy Max i Hikaru lecą walczyć z Regulatmi).
Breetai: No nareszcie widzimy dlaczego Breetai dowodzi flotą Zendradi. Na wieść że Valkyrie włamały się na statek próbując uratować jeńców pojmanych przez Zendradi, Breetai nie traci czasu. Osobiście biega w kierunek Valkyrie i podejmuje z nimi walkę jeden kontra trzech. Dla Breetai dobrze się złożyło że Vermillion Team’owi skończyła się amunicja – zresztą dla widzów też – bo nareszcie możemy zobaczyć czy Valkyrie spełnia swoją rolę. Przypominam że cały sens w zbudowaniu myśliwca który może transformować się w wielkiego robota było to aby ów robot mógł walczyć z olbrzymimi ludźmi – Zendradi – o których ONZ wiedziało, że kiedyś nadejdą. Gdy Breetai wkracza do akcji mamy okazję przekonać się czy Valkyrie to rzeczywiście adekwatna broń w konfrontacji na pięści z olbrzymim przeciwnikiem.
Misa Hayes: Nie jest to nigdzie powiedziane; ale pierwszy raz widzimy, że Misa polubiła jednak Hikaru. Wprawdzie karci go publicznie i ani razu nie wydobywa się uśmiech u niej; ale poruszona widokiem martwego pilota z za oknem, przypomina sobie słowa Hikaru, że siedzi sobie bezpiecznie na pokładzie i nie ryzykuje tak jak oni. Postanawia zatem zgłosić się na ochotnika by lecieć na misję zwiadowczą, zostaje pojmana, i widzi że Hikaru – który zwykle lekceważy swoje obowiązki – nie waha się gdy misją jest ratowanie jej…zresztą, jak Max mówi w pewnym momencie: „naszemu przywódcy chyba nogi się chwieją jak jest w obecności Misy Hayes.”
Oiji: Ma śmieszne oczy; jest typowym sykofantem, ale w tej właśnie roli jest uroczy. Kamjin wyraźnie otoczył się mało myślącymi brutalami; mimo iż sam nie jest mało inteligentny. A ogólny stosunek do inteligencji Kamjin najlepiej wyraża gdy opisuje Exodola jako „ten szkielet.”
No i żeby dodać temu odcinkowi pikanterii; kończy się właśnie w momencie w którym Breetai, wyrzucony w kosmos (przeżył – widocznie Zendradi umieją bez zabezpieczenia wychodzić w próżnię kosmiczną.), powraca nawet wścieklejszy, łapie się za łom i zeskakując z góry, atakuje swoich wrogów…i na wynik walki trzeba poczekać do następnego odcinka! Ale już ten jest świetny! No i tylko życzyć, że Baklolera doczekał się emerytury!
Tekst: Peter S Rieth
Redakcja Tekstu: Patryk Lewandowski
Komentuj to na naszej stronie Facebook
|